Stałem
tam, z ciężką torbą, kompletnie zbity z tropu, patrząc z niedowierzaniem na
uśmiechającego się do mnie chłopaka.
-Chcesz...
żebym cię uderzył? Ale że w twarz? – W tamtej chwili pomyślałem, że to odrobinę
zboczone. Nie wiem dlaczego, ale co jeśli Sehun odczuwał z tego jakąś dziką
przyjemność i chciał mnie zwyczajnie w świecie wykorzystać?
-Nie
patrz tak na mnie, po prostu mnie uderz. – Sehun wydał z siebie dziwny dźwięk,
drapiąc się nerwowo po skroni. – Zaskocz mnie.
-Ale po
co? Ja nie chcę...
-Biłeś
się kiedyś, Kai? – Pokręciłem głową. – No właśnie, ja też nie. Nie chcę umrzeć
bez żadnej blizny. Zawsze chciałem się z kimś pobić. Poza tym wierz mi, ulży
ci. – Opuścił ręce luźno po bokach i zamknął oczy, wyczekując zapewne mojego
ruchu. Kiedy po chwili wciąż nic się nie działo, mruknął. – No dalej.
Nie będę
kłamał, zacząłęm się denerwować. Wiele razy widziałem bójki w filmach i na moim
osiedlu, ale nigdy w owej nie uczestniczyłem. Przełknąłęm ślinę i zrzuciłem
torbę z ramienia.
Trzy,
dwa, jeden...
Wziąłem
zamach, a chwilę później moja luźno zaciśnięta pięść zetknęła się z ciałem
Sehuna. Nie potrafię określić gdzie dokładnie wylądowała, ale jako że chłopak
chwycił się za szyję, podejrzewam, że uderzenie padło właśnie w tamtych
rejonach.
-Kurwa! –
Skrzywiłem się kiedy usłyszałem jego pisk. – Kurwa, uderzyłeś mnie w szyję!
-No
przepraszam. – Nie wiem dlaczego, ale nagle poczułem, jak wzbiera we mnie
złość, przecież sam się o to prosił. – Mogę spróbować jeszcze raz.
Chłopak
wyprostował się z demonicznym uśmiechem. – Nie, było idealnie – i robiąc wielki
krok wycelował idealny prosty w mój brzuch, a dokładnie w splot słoneczny, co
spowodowało tylko wyrzucenie całego powietrza z mojego organizmu. Nie mogłem
nawet wydać z siebie żadnego dźwięku protestu, po prostu się skuliłem i
modliłem, bym potrafił jeszcze kiedyś poprawnie oddychać.
To było
przerażające, ale wszystkie negatywne emocje opuściły mnie wraz z tym
uderzeniem. Czułem bół i tylko na nim potrafiłem się skupić, na niczym innym. To,
co dotychczas tkwiło w mojej głowie odeszło w zapomnienie.
Mój
oddech zaczął powracać do normy, uniosłem głowę by zobaczyć kucającego przy
mnie Sehuna z łagodnym wyrazem twarzy. – I jak?
-Uderz
mnie jeszcze raz.
Zaśmiał
się. – Nie, to ty mnie uderz.
I
naprawdę zaczęliśmy się bić. Walczyłem również sam ze sobą w mojej głowie,
próbując zdecydować czy dobrze robię. Jeszcze nigdy nie czułem się tak głupio i
wspaniale jednoczeście.
Tej nocy
nie biłem się z Sehunem. Biłem się z tym, co mnie ostatnio spotkało.
Wyobraziłem sobie, że wszystkie ciosy lądują na Kyungsoo i jego wygórowanym
przekonaniem o własnej wspaniałości.
Poczułem
się wolny.
~*~
-Powtórzymy
to kiedyś?
-Nigdy.
Sehun zaśmiał się głośno, kręcąc głową. – To i tak lepiej dla mnie. Bijesz jak baba, Kai.
Sehun zaśmiał się głośno, kręcąc głową. – To i tak lepiej dla mnie. Bijesz jak baba, Kai.
-Dziękuję.
~*~
Mieszkanie
chłopaka znajdowało się w starym budynku na obrzeżach miasta. Nie miałem
pojęcia, jak Sehun je znalazł i jak długo w nim mieszkał, ale kiedy tylko
postawiłem tam swoją stopę, wiedziałem, że to totalna rudera.
Mieszkanie
było duże, typowe dla staromodnych kamienic. Ta, w której mieszkał Sehun była
wielka, ale raczej opustoszała, chłopak miał może dwóch sąsiadów. Nieszczelne
okna obłożone szmatami, drzwi z wyrwanym zamkiem (zapewne pozostałości po poprzednim
włamaniu), wybulony od wilgoci parkiet. Kiedy zaświecałeś światło w jednym
pomieszczeniu, żarówka w drugim gasła. Bywało tak, że podczas burzy musieliśmy
wyłączać prąd, żeby nie wywaliło korków.
Wszystko
było popsute, w powietrzu unosił się zapach trocin.
Sehun
trzymał kij bejsbolowy przy drzwiach wejściowych ‘w razie nieproszonych gości’,
jak to mówił. Długo wpatrywałem się w ów przedmiot, jakby mnie zahipnotyzował,
na co chłopak wybuchał śmiechem.
Jeden
nocleg, przysięgałem sobie, rozglądając się po moim nowym pokoju. Siedziałem na
grubym materacu, marnej imitacji łóżka i z niesmakiem wypisanym na twarzy
wpatrywałem się w każdy kąt pomieszczenia. W niektórych miejscach tapeta
odchodziła od ścian, w rogu stała duża szafa z wybrakowanymi półkami. Zza
papierowej ściany słyszałem każdy szelest i ruch wykonywany przez Sehuna. Jeden
nocleg, przysięgam.
Co więc
mnie zatrzymało?
Może to,
że wreszcie potrafiłem spokojnie zasnąć. Niepotrzebny mi był rumianek czy
tabletki. Po prostu spałem. Nawet dzidziuś się tak nie wysypia.
Może to,
że fascynowały mnie rozmowy z Sehunem i jeśli już zaczęliśmy gadać, nie
potrafiliśmy przestać, póki któryś z nas nie poszedł do pracy.
Pewnego
ranka siedzieliśmy razem w kuchni. Sehun w swoim ulubionym czarnym szlafroku,
który na myśl przynosił mi sukienkę, mieszał coś w rondlu z grubym dnem.
Zapewne kawę, nie mieliśmy przecież czajnika.
Ja
natomiast siedziałem przy stole z nosem wetkniętym w stary magazyn, który
znalazłem na stosie innych starych magazynów. Kupione jakieś trzy lata temu,
nieprzeczytane i zapomniane. Sehun mówił, że dawno się już zbierał, żeby
zanieść to wszystko na makulaturę.
-Co
czytasz?
–Tutaj
jest zbiór artykułów napisanych tak, jakby przez narządy jakiegoś Tao. ‘Jestem
woreczkiem żółciowym Tao, zagęszczam żółć znajdującą się w jego organiźmie’,
‘Jestem sutkiem Tao...’. Tu jest tego cała seria.
Sehun się
zaśmiał – ‘Jestem penisem Tao, myślę za niego’.
~*~
Po raz
pierwszy w moim życiu nie czułem potrzeby, aby skupić się na swojej pracy. Moje
myśli były jak zwykle gdzieś daleko. Mama ostatnio do mnie dzwoniła, pytając
czy wszystko u mnie dobrze. Ponoć tęskniła. Jakimś cudem dowiedziała się, że
zerwaliśmy z Kyungsoo, więc chciała, żebym wrócił do domu. Powiedziałem, że
jestem na wakacjach i wrócę, jak odpoczne. Rozłączyła się, płacząc.
Yifan
niemal od razu powrócił do swojego chamskiego stanu. Nie spodziewał się mnie
tak szybko w sklepie, a tym bardziej nie spodziewał się mnie z podbitym okiem i
z rozciętą wargą. Skrzywił się na mój widok i rzucił w moją stronę zgryźliwą
uwagę, komentując mój opłakany wygląd.
-Coś ty
zrobił sobie w ryj?
-Spadłem
ze schodów.
Twarz
blondyna zmarniała nagle i chyba pomyśleliśmy o tym samym jednocześnie. Nie
Wu, wcale nie próbowałem popełnić samobójstwa. Po prostu wpadliśmy na pomysł z
kolegą, żeby sie pobić.
-To
uważaj, jak chodzisz po tych schodach, wyglądasz teraz jak zgniły pasztet.
Będziesz odstraszał moich klientów.
Gipp
był typowym klubem, który zapewniał swoim gościom wszystko to, czego nie mogli
dostać, a pragnęli za dnia. Chciałeś się napić - szedłeś do Gipp, chciałeś
potańczyć - szedłeś do Gipp, zachciało Ci się ruchać - szedłeś do Gipp,
szukałeś swojego naćpanego dilera - Gipp witał cię w swoich skromnych progach.
Klub był nowy, ale nie odwiedzaliśmy go zbyt często. Nie widzieliśmy w nim
niczego atrakcyjnego. Przyciemniony, zadymiony lokal, którego bordowe ściany
jeszcze bardziej przytłaczały. U mnie powodowały niekontrolowane dreszcze,
Sehun twierdził, że tworzą ten wyjątkowy klimacik. Spocone, zapijaczone ciała.
W tle głośna muzyka, która nie pozwalała ci myśleć, oraz jęki osobników, którzy
nie czekali, by udać się w odosobnione miejsce i zacząć proces odnowy populacji.
Każdy robił co chciał i gdzie chciał.
Czułem,
jak powoli się staczam będąc częścią tego podziemnego społeczeństwa.
Przerażające, ale bardzo mi się to podobało.
-Sehun –
o dziwo nie musiałem rwać sobie strun głosowaych, aby chłopak mnie usłyszał. –
Powiedz mi jeszcze raz, po chuja tu przyszliśmy? – Ostatnio zauważyłem, że w
towarzystwie Sehuna zacząłem więcej przeklinać. Dziwne.
-Przyszliśmy
tutaj, żeby znaleźć ci partnera na noc.
-Dzięki
za troskę, ale chyba nie mam ochoty.
-Oj daj
spokój, czuję od ciebie chęć do kopulacji na kilometr. Zdaje się, że twój były
nie był zbyt dobry w zaspokajaniu twoich podstwowych potrzeb. – Poczułem, jak
we wnętrzu mojej klatki piersiowej budzi się panika. Nie lubiłem wspominać o
Soo, jeszcze nie do końca mi przeszło pod tym względem. Sehun westchnął ciężko,
widząc moją reakcję. – Widzisz? Musisz zapomnieć. Dać się ponieść chwili.
Zaszaleć.
-Nie chcę
szaleć Sehun, świetnie się czuję tak jak jest.
Sehun
wzruszył ramionami. – Jak chcesz. Kyungsoo pewnie sobie już znalazł jakąś dupę
do bzykania.
Zrobiło
mi się niedobrze. Miałem ochotę uderzyć chłopaka, ale gdzieś z tyłu mózgu wiedziałem,
że ma rację. Jednak nie chciałem, żeby ten proces nastąpił aż tak
szybko, zbyt gwałtownie, nieostrożnie. Ukryłem twarz w dłoniach, czując się
bezsilnie. Czaszka pulsowała tępym bólem. Muzyka była zbyt chaotyczna.
Poczułem
dotyk na ramieniu, więc podniosłem głowę.
-Po
prostu sobie odpuść, Kai. Tobie też się coś należy – kiwnąłem głową, na co
Sehun zareagował odsłonięcięm zębów w szerokim uśmiechu. – To proste. Wybierz
sobie kogoś i po prostu zagadaj.
No tak,
nocne kluby są właśnie po to. To współczesna wersja lasu, w którym każdy jest
myśliwym. Każdy sunie uważnym wzrokiem po sylwetkach, wybierając najlepszą
sztukę, a potem zwyczajnie łapie ją w swoje sidła.
-Ale... ale
ja nie umiem.
-Nie
mrucz pod nosem – popchnął mnie przed siebie, uderzając lekko w plecy. – Na
pewno dasz sobie radę.
Szedłem
powoli przez parkiet, starając się nie otrzeć o żadne ze spoconych ciał. Ludzie
szaleli. Dzicz. Dżungla. Szaleństwo było wypisane na ich twarzach,
nienaturalnie poszerzone źrenice, roztrzepane włosy. Byłem zrozpaczony, bo komu
przyszłoby na myśl, żeby kogokolwiek z nich dotknąć. Nie potrafiłbym nawet
patykiem.
Wtedy po raz
pierwszy spotkałem Luhana.
Siedział
niedaleko, samotnie, przy jednym ze stolików ustawionych pod ścianą. Znudzony.
Obojętny. Niezainteresowany.
Jego
łagodne rysy twarzy widocznie kotrastowały z podkreślonymi czarną kredką
oczami. Mały nos i usta niczym dwie poduszeczki, między którymi znajdował się
zapalony papieros. Odbierał mu uroku. Jego włosy, po nieudanej próbie
rozjaśniania, spięte były pojedyńczą wsówką przy czole.
Wyglądał
jak anioł, który ma wszystko i wszystkich w dupie.
Nie wiem
dlaczego właśnie jego wybrałem.
-Hej. -
Podniósł na mnie wzrok, zamrugał parę razy, po czym spojrzał znowu na parkiet.
Odsunąłem jedno z krzeseł i usiadłem naprzeciwko. Odchrząknąłem – Więc...
-Wybacz,
nie jestem dziwką.
Zaskoczył
mnie swoją szybką odpowiedzią. Zaschło mi w gardle i pokręciłem głową, z oczami
przepełnionymi poczuciem winy. – Przepraszam, ja nie chciałem, żeby tak wyszło,
ja...
Chłopak,
a może już mężczyzna? Wydawał się być o wiele starszy ode mnie, zaśmiał się
cicho i przysunął do siebie popielniczkę, w której zgasił papierosa.
-Słuchaj,
zdaję sobie sprawę, że wyglądam tak jak wyglądam, ale rzeczywistość jest smutna,
dzieciaku. Nie wszystko jest takie, jakie się wydaje. Jeśli chcesz się wyżyć
seksualnie to źle trafiłeś. – Spojrzał na mnie, uśmiechając się słodko. – Więc
wypierdalaj.
Przęłknąłem
ślinę, czując jak na moje policzki występuje kolor. Byłem zły na siebie i na
cały świat, a zwłaszcza na tego debila - Sehuna. Od początku wiedziałem, że się
wygłupię, a chciałem tego uniknąć.
Zostałem
zgnieciony i to było bardzo złe uczucie. Miałem wrażenie, że powoli tracę
resztki godności i szacunku do samego siebie. Wstając, mruknąłem przeprosiny i
szybkim krokiem wróciłem do kolegi.
-Wiedziałem
kurwa, że spierdolę. Chodźmy stąd, nie chce mi się już tu siedzieć – byłem
zdenerwowany, a w tym wszystkim nie pomagał mi chichoczący Sehun. Miałem ochotę
go walnąc butem.
-Jesteś
zbyt spięty. Spróbuj jeszcze raz.
-Niczego
nie będę próbował, rzygać mi się chce, pocę się jak świnia, chcę wziąć prysznic
i po prostu pójść spać.
Chłopak
przewrócił oczami, czego szczerze nienawidziłem i poklepał mnie po ramieniu. –
Jeśli chcesz wracać, proszę bardzo. Ja się jeszcze pobawię. Jest tu lepiej niż
przypuszczałem. – Sięgnął do kieszeni, z której wyłowij pęk kluczy do naszego
mieszkania. Podał mi je, po czym odwrócił się na pięcie. Jakież było moje
zdziwienie, kiedy spokojnym krokiem podszedł do stolika, przy którym sam przed
momentem siedziałem. Zdaje się, że to Sehun znalazł sobie towarzystwo na noc.
~*~
Zużyte
prezerwatywy pływały w klozecie niczym martwe meduzy. Miałem ochotę
zwymiotować, a mimo to stałem i gapiłem się z niedowieżaniem na to niecodzienne
dla mnie zjawisko. Ja tylko chciałem odbyć moją poranną toaletę, dlaczego
musiało mnie to spotkać? Zrezygnowany, poszedłem do kuchni, może w innym
pomieszczeniu będę potrafił zebrać myśli.
Znowu
nie spałem. Nie było to spowodowane moimi dolegliwościami, ale dźwiękami zza
ściany. Nie ma nic gorszego niż serenada jęków i obijającej się ramy łóżka o
mur przy twojej głowe. Miałem nawet wrażenie, że od impetu uderzeń z sufitu
nade mnaą zaczął się kruszyć tynk i opadać na moją zmęczoną twarz. Czułem się
brudny, obrażony niczym niechętny świadek masowej orgii. Żałowałem, że
poszedłem wczoraj do tego klubu i pozwoliłem, by Sehun spotkał tego znudzonego
światem gościa. Nawet teraz nie potrafiłem się skupić na jedzeniu śniadania,
które z każdej strony przypominało mi o wydarzeniach zeszłej nocy. Odsunąłęm od
siebie talerz i ukryłem twarz w dłoniach.
-Dzień
dobry.
Uniosłem
gwałtownie głowę, napotykając wzrokiem uśmiechającego się do mnie chłopaka z
klubu. Jego twarz wyglądała na wypoczętą, jedynie rozmazany makijaż pozostał.
Nawet się nie kwapił, by go zmyć, widocznie nie dbał o wygląd. Stał oparty jak
gdyby nigdy nic o blat, z moim kubkiem kawy w ręku.
-Co
ty tu robisz?
Jego
mina natychmiastowo zżedła, a oczy przysłoniły się warstwą niedowierzania. -
Słucham? - mówił o wiele ciszej. Cieszyłem się, bo jego głos powoli zaczynał mnie
irytować.
-Spytałem
się co ty tu robisz. Nie powinieneś być o tej porze u innego klienta? – Z
impetem odłożył naczynie na blat, co spowodowało moje nagłe wzdrygnięcie.
-Wiesz
co, pierdol się. - Patrzyłem z uśmiechem, jak blondyn sięga po kurtkę i szybkim
krokiem kieruje się w stronę drzwi wejściowych. Odwrócił się, jakby chciał coś
powiedzieć, ale w ostatniej chwili zrezygnował i zniknął.
Nareszcie
poczułem ulgę i wielką satysfakcję. Mogłem w spokoju pomyśleć i zjeść moje
śniadanie.
-Zboczeniec – poderwałem się na krześle
słysząc za sobą głos Sehuna. Miał zaspaną twarz i włosy w nieładzie, szlafrok
szczelnie zawinięty wokół ciała.
Pokręciłem
głową, pochylając się ponownie nad jedzeniem. – O kim mówisz?
-O
Luhanie, a o kim?
-Kto
to Luhan?
-Stary,
przed momentem z nim rozmawiałeś. – Zacisnąłem szczękę. Znowu straciłem apetyt.
– Luhan to zboczeniec. – Mogłem tylko mruknąć na to. Nie chciałem się odzywać,
bo pewnie znowu palnąłbym coś głupiego. Nawet nie wiem dlaczego tak na to
wszystko zareagowałem, przecież nie mogłem być zazdrosny o Sehuna... Prawda? – Powiedział
mi, że tak dobrze mu nie było od czasów gimnazjum. – Sehun otrzepał się, udając
obrzydzenie. – Łee.
-Po
co go tu sprowadziłeś? Przecież to zwykła dziwka.
-Lu
to nie dziwka, daj spokój. On… – Chłopak zamyślił się. Stał teraz oparty o
blat, z ramionami skrzyżowanymi na klatce piersiowej - …potrzebował odrobiny
czułości. – Widocznie zadowolony z umiejętności dobrania słów, Sehun wzruszył
ramionami i zaglądnął do lodówki. Po chwili jednak wyprostował się i spojrzał
na mnie z poważną miną. – Kai, musisz mi coś obiecać. Nie rozmwiaj o mnie z
Luhanem.
-Dlaczego
miałbym...
-Nie
rozmawiaj.
-Okej.
-Obiecaj,
że nie będziesz.
-No
przecież mówię.
-Obiecaj.
-Obiecuję, kurwa!
-Obiecuję, kurwa!
Sehun
wskazał na mnie palcem. – Obiecałeś, jak nie dotrzymasz słowa, to pożałujesz.
Nie
mogłem powstrzymć parsknięcia. – Jasne.
~*~
-Wywalili
mnie z pracy – zakomunikował kiedyś Sehun, rzucając się ciężko obok mnie na
kanapie. Miał nietęgą minę, wypychał dolną wargę w uroczym geście. Nie to, że
Sehun był uroczy. Chodzi mi o sam gest.
-Z
której?
-Z
kina.
-I
co teraz?
Sehun
wzruszył ramionami – Nic, pozostaje mi mydło. - No tak, zapomniałem o tym
istotnym fakcie. W zasadzie myślałem, że chłopak coś ściemna z tym swoim
własnym interesem. Mydło? Chyba czytał mi w myślach, bo po chwili znów się
odezwał. – Dziś pokażę ci jak się je robi.
Zapowiadał
się ciekawy wieczór.
~*~
Tego
dnia Sehun wyciągnął mnie z mieszkania pod pretekstem ‘podróży w ciekawe
miejsce’. Nie sprecyzował gdzie jedziemy, zapewniał mnie, że to w sprawie
mydła. Jechaliśmy autobusem w milczeniu. On siedział przy oknie, śmiejąc się
głupio, a ja przeklinałem świat, próbując uratować moje palce przed
zamarznięciem.
-Przesuń
się, muszę iść kupić bilety u kierowcy.
Przewróciłem
oczami. – Nie mogłeś zrobić tego wcześniej, Sehun? – Mimo to przekręciłem się
na siedzeniu. Chłopak wstał i zaczął się przeciskać między mną, a fotelem.
-A
teraz pytanie z dziedziny savoir vivru – mruknął – przechodząc, mam się do ciebie odwrócić dupą czy jajami?
Wybrał
dupę.
~*~
-Najodpowiedniejszy
poziom sodu ma ludzkie sadło.
-Czekaj,
to gdzie my jedziemy?
-Do
kliniki liposukcji.
~*~
Nie
wierzyłem w to, co widzę. W naszej kuchni, tam gdzie codziennie spożywałem
posiłki, na każdym z palników kuchenki gazowej spoczywał głęboki rondel. Każdy
wypełniony był gotującym się tłuszczem, w dodatku ludzkim. Czułem się, jakbym
kogoś zabił, a tak naprawdę gotowaliśmy przetworzone w stan ciekły grube tyłki
bogatych kobiet, które znudzone były swoim nieidealnym wyglądem. Worki po
odpadach organicznych przesuwałem, mając założone na sobie grube rękawice,
których zazwyczaj używałem, gdy myłem kibel.
Sehun
mieszał w rondlu, nucąc coś pod nosem. Psychopata. – Łój wypływa na
powierzchnie – mruknął.
Przełknąłem
ślinę, czując jak zbiera mi się na wymioty. – Nie chciałem tego wiedzieć.
-Chodż
tutaj, będziesz mieszał. – Podszedłem do niego niepewnie, po czym zaglądnąłem
do jednego z garnków. Tłuszcz zaczął bulgotać. Sehun podał mi długą drewnianą
łyżkę, a sam podszedł do lodówki. – Widzisz, gdy łój zastygnie, zdejmujesz
glicerynę. - Obrzydzenie ustąpiło ciekawości. Sehun był bardzo ciekawym
człowiekiem. Jego wiedza obejmowała
trochę więcej niż podręczniki szkolne. – Dodasz kwas azotowy - masz
nitroglicerynę. Dodasz azotan sodu i trochę trocin, masz dynamit. – Uśmiechnął
się – Mały zapasik mydła i wysadzasz co
chcesz.
~*~
Dnia 14.12 w godzinach porannych
wybuchł pożar w centrum miasta. Całkowitemu zniszczeniu uległ sklep całodobowy,
którego właściciel – Wu Yifan, jako jedyny odniósł drobne obrażenia. Dzięki
szybkiej interwencji straży pożarnej, pożar nie zdążył się rozprzestrzenić. Jak
podaje rzecznik policji, pożar najprawdopodnobnie spowodowany był nieszczelną
instalacją gazową. Dochodzenie w tej sprawie wciąż trwa.
___________________________________________________________
notka: Nie dedykuję tego rozdziału Alis, bo mnie kopnęła w dupę. Wiem, że nie było to łatwe zdanie ;_____; Dedykuję oczywiście Behr, wiesz dlaczego *^*

O kurwa Kai wysadził sklep mydłem?! No...okey xD
OdpowiedzUsuńWięc tak! Jak zwykle zajebiście no nie? Bijatyka z Sehunem to coś czego nie mogłam doczekać się najbardziej tak samo jak poznania Luhana który jest-nie-jest dziwką. Dalej nie wiem...Sehunowe teksty są najzajebistrze na świcie a meduzy w klopie czy tam prezerwatywy rozwalają system XD Jak doszłam do momentu w którym Sehun przeciskał się między fotelem i Kai to aż zaklaskałam w ręce z rozbawienia. Wybrał dupę, tak? Moja interpretacja - w SeKai to Sehun jest na dole. xD Nieważne ekhm. To dopiero! Że z ludzkiego tłuszczu to mydełko "Powiew Wiosny"? lol Takie creepy i...fuj trochę no ale czego się nie robi dla najlepszej jakości mydełka! Jak zwykle rozwaliłaś system XD Idę zbierać mózg ze ściany. Hwaiting!
G.G
Gomili, a my stałyśmy pod Mydlarnią w Krakowie... A jak tam zabijają ludzi?
Usuńhilshafishfkshdbklshdgkbl Olaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.
OdpowiedzUsuńDobra, ten komentarz będzie dziwny, bez ładu i składu, pewnie beznadziejny i chaotyczny, ale wiesz co? Kij tam, bo tym razem nie mogę nawet spokojnie i profesjonalnie wypowiedzieć się na temat tego parta, dlatego musisz się pogodzić z tym, że to będzie zupełnie NIEOFICJALNY komentarz. Zupełnie. Bo ten rozdział rozwalił mnie i rozmiażdżył, mimo, że wiedziałam, co ma się w nim wydarzyć. Widzisz, to jest takie dziwne uczucie. Znam fabułę, wiem, o czym to jest, co będzie dalej, kto jest kim i dlaczego robi to, a nie co innego, ale mimo wszystko czytając wciągam się tak, że łapię się na durnym zadawaniu sobie pytania "i co będzie dalej..?", co jest z mojej strony pewnie niezbyt inteligentne, ale mniejsza.
Dobra, stop. Teraz powoli~
Naprawdę mocno Cię walnę, jeśli jeszcze raz powiesz, że coś, co tworzysz jest beznadziejne i nie masz siły tego pisać. Bo ktoś taki jak Ty, piszący tak jak Ty, nie ma prawa tak mówić. I Ty jeszcze twierdzisz, że ja tu umiem pisać, podczas gdy czytając Kolekcjonera, coraz bardziej przekonuję się, że NIE, NIE POTRAFIĘ. Nigdy bym nie ubrała tego tak w słowa, neverrr everrr. Choćbym bardzo chciała. Tak, tak, zaraz mi tu pewnie wyskoczysz z gadką, że to jest oparte o film, że cytaty, blablabla sratatata, ale co z tego, skoro i tak większość przemyśleń jest całkowicie Twoja i taka oryginalna? A jest, nie wmówisz mi, że nie. Za dobrze Cię chyba znam~
W każdym razie, rozdział 3. Naprawdę nie mogę uwierzyć, że Ty to chcesz już za niedługo skończyć, bo ja się czuję tak, jakbym już od dawna czytała Kolekcjonera i chętnie poczytałabym jeszcze dłużej. Tak się jakoś przywiązałam. Pamiętam, kiedy mi opowiadałaś tą fabułę, co będzie, kto kim będzie... Już wtedy się skręcałam, wiedziałam, że z tego musi powstać coś niezwykłego. I powstało, a raczej wciąż powstaje. Wracając do rozdziału - scena z bójką jest chyba jedną z moich ulubionych w całym opowiadaniu, serio. W filmie właściwie też, sama nie wiem, dlaczego. I jeszcze wizja bijących się Sehuna i Kaia... W ogóle, wizja SEHUNA w takim wizerunku, w jakim Ty go przedstawiasz... Za każdym razem, gdy sobie to wyobrażam, umieram bardzo powoli i bardzo boleśnie. Za idealne. Dom Sehuna - kolejna rzecz, która uwielbiam. Penis Tao najlepszy, swoją drogą następny zgon, że wybrałaś do tego akurat Tao xD Well, pasuje. No i Wu Yifan, jego chamskie odzywki, cała jego "idealna", złośliwa osoba, którą mimo wszystko polubiłam. Nawiązując do końcówki - akurat nie spodziewałam się, że oni wysadzą tym mydłem sklep Yifana, tu mnie zaskoczyłaś. Z drugiej strony mogłam to przewidzieć, jeszcze po tym, jak Kaia wyrzucono z pracy...
Haaa, jest i LUHAN <3 Wyobrażam go sobie, takiego znudzonego życiem, bladego i kompletnie niczym nieporuszonego. I z papierosem. Boże, to mi tak pasuje do Lu, że... Naprawdę x.x Osypujący się tynk <3 Żal mi Kaia, chociaż teoretycznie nie powinnam mu współczuć z powodu Luhana, ale jednak. I Luhanowi współczuję nawet bardziej, wyobrażam sobie, jaki ma teraz mętlik w głowie.
No i wreszcie mydlarnia, co mi się nieodwołalnie zawsze będzie kojarzyć z tą Mydlarnią w Krakowie, którą notabene sama wypatrzyłam *^* I od razu skojarzenie. Bożę, już nigdy nie spojrzę na mydło tak samo. Będę się bała mycia. Przez Ciebie ;__;
I wiesz co? Wciąż jestem zła, a za tą dedykację to jeszcze bardziej. Nie dedykuj mi już nic, bardzo Cię proszę, bo się czuję tak gggggupio że sobie nie wyobrażasz :D Wiem, że nie zasługuję, nienienie. A Ciebie na prawdę przydałoby się porządnie kopnąć w tą dupę~, czasami~
W każdym razie, hłaiting, WENY, wiary w siebie, bo masz w co wierzyć, naprawdę. Pamiętaj, ja też w Ciebie wierzę, zawsze~
Przeczytałam już wczoraj, ale jak pewnie wiesz, nie byłam w stanie napisać komentarza, także dobrze, że dzisiaj mi o tym przypomniałaś, bo mogę z czystym sumieniem skomentować ów cudowny rozdział, który swoją cudownością przyćmił mój nikły blask i samozadowolenie. Dobra, przeginam, do treści.
OdpowiedzUsuńPierwsza scena była cudowna. W ostatnim rozdziale strasznie mnie zaciekawiłaś i ledwo co wytrzymałam do czasu, kiedy dodałaś ten. Wydaje mi się, że Sehun jest aż zanadto świadomy swoich poczynań. To przerażające, a zarazem fascynujące, jak potrafi przewidzieć reakcję Kaia, który faktycznie po uderzeniu poczuł się lepiej. Nawet mi zrobiło się lżej, kiedy przeczytałam, że pewna część ciężaru zeszła z jego ramion. W końcu na to czekał, tak?
Jakoś potrafiłam sobie wyobrazić, że Sehun mieszka w takim miejscu xD Wręcz widziałam to oczami wyobraźni, jak rzuca się na jakieś stare łóżko i czyta recepturę do kolejnego mydła… Albo Sehuna walącego kogoś kijem bejsbolowym po głowie, kiedy chce tylko wejść do środka i spytać o toaletę.
Czyżby Kai wyrwany z nieprzyjemnie idealnej przeszłości mógł spokojnie zmrużyć oczy? Czy to przez Sehuna i jego… Oryginalność xD Czy może przez uroczy materac, który pewnie nie był pierwszej świeżości? Fascynujące. Jestem szczerze ciekawa, co będzie dalej i cudem powstrzymuję się, żeby nie obejrzeć tego filmu i nie zepsuć sobie akcji ;__; a tak bardzo kusi.
Tao… Naprawdę? xD Oryginalna rubryka, nie powiem. Huang robi karierę jako jego narządy. Fajna wstawka, serio xD
Wyglądasz jak zgniły pasztet… Wu, serio… Serio to powiedziałeś… Ta metafora była tak piękna, napiszę ją sobie na ścianie albo przy lusterku, żeby motywowała mnie każdego dnia xD Yi w sumie nie jest taki zły, można by się doszukiwać nawet przejawów troski. Bardzo małych przejawów i bardzo śladowych, jak orzeszki arachidowe w różnych produktach, ale jednak *^*
Akcja z Luhanem była boska. Trochę zrobiło mi się go żal, bo przed oczami pojawiła mi się po raz kolejny ta wielka wanna zażenowania, ale w końcu może lepiej, że to nie on był tym wybranym? Dzięki temu, jak później się dowiadujemy, Luhan znalazł się w łóżku Sehuna. Kto by się spodziewał… xD Sprytnie go spławił, zdolny.
Prezerwatywy niczym martwe meduzy… Hurri… Dziękuję Ci za to kolejne, piękne porównanie, które wyląduje zaraz nad moją toaletą xD Inspirujesz mnie! Zazdrość Kaia o Sehuna jest przeurocza. Nie. To określenie nie pasuje do tego opowiadania, kompletnie. Raczej zadowalająca i spełniająca oczekiwania, o. Idealnie.
Proces robienia mydła… A ja myślałam, że powiesi ludzi nad ogniskiem i będzie zbierał skapujący tłuszcz, a tu takie zaskoczenie… xD Aż zrobiło mi się niedobrze, kiedy czytałam o tym wszystkim. Przez myśl przeszło mi nawet, że co jeśli ten garnek, w którym mieszali tłuszcz to ten sam, w którym rano robili kawę? Przerażające! xD
Ostatni fragment jak za każdym razem pozostawia wiele do rozmyślań. Uwielbiam to w opowiadaniach, że nie mogę doczekać się kolejnej części. Genialne uczucie.
Dziękuję za ten rozdział, był bardzo ciekawy i bardzo mi się podobał *^* Oraz w końcu zebrałam się, żeby skomentować. U Ciebie przychodzi mi to jakoś łatwo, może dlatego, że jako tako się dogadujemy xD Kto wie.
W każdym razie – hwaiting, Hurri. Trzymam za Ciebie kciuki podczas pisania kolejnej części. I ogólnie. <3
Kei.
Okej. Przeczytałam dzisiaj wszystko. To było świetne! Bardzo ciekawi mnie kim dokładnie jest Sehun i Luhan, bo w sumie to trochę mało o nich wiemy. Strasznie podoba mi się klimat tego opowiadania. Taki zagadkowy, tajemniczy... Muzyka w tle jest wspaniała, pasuje do tego opowiadania i w dodatku jest całkiem w moim stylu. Btw. mogłabyś mi podać tytuły wszystkich piosenek? Byłabym bardzo wdzięczna :)
OdpowiedzUsuńCo do samego rozdziału. Mnie rozśmieszyła akcja z mydłem. No bo ludzie... Jak można wysadzić nim sklep xD Już widzę jak piszą o tym w "Fakcie" xD Meduzy w kiblu też były dobre, a Sehun wybierając dupę, sam skazał się na bycie "tym na dole". Cóż, zawsze jak chce być seme może iść do Luhana. Ta rozmowa Jongina z Lulu, a potem Kai z Sehunem mnie zaintrygowała. Bo nimi czemu Sehun nie chciałby, żeby Lulu gadał o nim z Jonginem? No cóż, nie będę się rozpisywać, bo i tak ten komentarz jest bez ładu i składu. Życzę weny i czekam na kolejny rozdział!
TAK, JEDNAK FIGHT CLUB <3
OdpowiedzUsuńLOVKA ZA TO
"-A teraz pytanie z dziedziny savoir vivru – mruknął – przechodząc, mam się do ciebie odwrócić dupą czy jajami?" you made my day ^^