Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniatura. Pokaż wszystkie posty

burned faith

7 komentarzy:
burned faith
miniatura (991 słów), hunhan, pisane pod wpływem chwili i negatywnych emocji.

Mroźne powietrze wieczoru mieszało się z syfem przeludnionego miasta, tworząc w płucach Sehuna destrukcyjną mieszankę. Wydawało mu się, że dopiero co przekroczył próg swojego mieszkania, zaczynając kolejną paczkę tanich fajek, a już mrok zaczął osłaniać wszystkie tajemnice nocnych marków, dzieląc się przestrzenią ze słabym światłem ulicznych lamp, które mościły się na zmęczonych twarzach przechodniów niczym lepkie palce.
Sehun schował do kieszeni nieco startych jeansów pokaleczone mrozem dłonie i przyspieszył kroku, przy akompaniamencie echa stukotu niskich obcasów. Nie raz, przez głowę przemknęła mu myśl by zawrócić i udać, że jego wypad wcale nie miał miejsca, a on pozostał w swojej skorupie braku zainteresowania i chłodu do drugiego człowieka. Mimo to wciąż szedł przed siebie, przybierając tempa i zwalniając co chwila, jakby wahał się, jednak ciało nie pozwalało mu zawrócić.
Ciemne, brudne niebo dodawało mu otuchy i otulało go znajomym uczuciem towarzyszącym zachodowi słońca. Było to coś pomiędzy rozpierającą od środka odwagą, a pewnością siebie, posiekaną jednak niepokojem, że odczuwana wielkość rozpłynie się za moment, znikając za horyzontem.
Sehun zatrzymał się na przejściu dla pieszych, opierając się o słup z sygnalizacją drogową. Korzystając z chwili, wyciągnął entego papierosa z pogniecionego kartonika i wetknął go sobie w usta odgarniając przesuszone od rozjaśniacza włosy, które wpadały mu do oczu. Z lekkim uśmiechem zignorował ostrzeżenie o śmierci, jakby tym chciał pokazać, że wie o niej więcej niż nie jeden 'producent' opakowań na szlugi. Często powtarzał, że to sam Lucyfer wymyślił regułki widniejące na opakowaniach by szyderczo zaśmiać się każdemu uzależnionemu w twarz.
Chowając prawie pustą paczkę do kieszeni kurtki, wszedł na jezdnie, przeciskając się w tłumie na drugą stronę ulicy. Gdy zorientował się do przejścia ma jeszcze tylko jedną przecznice, poczuł nagły przepływ krwi przez skronie i przyspieszone tętno, które momentalnie uciszył głębokim wdechem, pełnym kłębów spalonego tytoniu. Światła neonów i nijak zachęcających reklam raziły go po oczach, a dźwięki nocnego życia wyjątkowo drażniły wrażliwe uszy, wywołując na jego beznamiętnej twarzy grymas. Nim się jednak zorientował, stał przed obdrapaną, niewielką knajpą, z brudnymi szybami zza których było widać nieliczną klientelę lokalu i nieskompletowany wystrój, który w całości tworzył całkiem przytulną atmosferę.
Sehun uśmiechnął się czując jak ku chłodowi panującemu wokół, wzdłuż jego kręgosłupa przebiega przyjemny dreszcz, a opuszki palców powoli rozgrzewają się w oczekiwaniu na kontakt z innym ciałem. Nigdy nie spodziewałby się, że widok zarumienionych policzków, lekko spoconego czoła i zbyt szerokiego na tak małą twarz uśmiechu, roztopi tkwiący w nim od dawna lód, wzbudzając głęboko zakorzenioną słabość do drugiej osoby.
Jego myśli, pełne admiracji, zdawały się być zbyt głośne gdyż chwilę później, jeden z krzątających się w środku kelnerów, o którego policzkach i uśmiechu była mowa, odwrócił głowę w stronę Sehuna, przerywając czyszczenie oblepionego zaschniętym jedzeniem stolika. Speszony pracownik spuścił na moment wzrok, podnosząc go po chwili, by ponownie spojrzeć na sterczącego na zewnątrz mężczyznę. Powoli uniósł ręce przed siebie i stuknął palcem w swój chudy nadgarstek. 'Jesteś za wcześnie' powiedział powoli, tak by Sehun mógł odczytać wiadomość z ruchu warg.
Blondyn machnął dłonią uśmiechając się delikatnie i skinął głową na znak, że poczeka. Jeszcze przez chwilę patrzył na chłopaka w środku, który wznowił swoją pracę, teraz w o wiele szybszym tempie, po czym odwrócił się na pięcie i przeszedł parę metrów do bocznej, wąskiej alejki budynku gdzie znajdowało się tylne wyjście z restauracji.

To niewiarygodne jak najzwyklejszy w świecie przypadek, potrafi złączyć ścieżki dwóch nieznajomych sobie osób, plącząc ich drogi i zupełnie odmienne charaktery w jeden uporządkowany chaos. Można powiedzieć, że to niemożliwe by tak odmienne od siebie jednostki, były jednocześnie bratnimi duszami i jedną osobą, którą kiedyś rozdzielono na pół.
Sehunowi wydawało się, że świat padnie mu do stóp, gdy tylko postawi swoją, odzianą w wypolerowany but, stopę na miejskim, pooblepianym starymi gumami do żucia, chodniku. Miał wrażenie, że jest panem, nie tylko swojego losu, ale również i tych, którzy zdążyli go poznać, jakby jego obecność w ich życiu potrafiła komuś ów żywot zmienić. Teatr jednego aktora, ot co.
Niewzruszona mina, złamany papieros między posiekanymi wiatrem wargami i skórzana kurtka na chudych aczkolwiek bardzo szerokich ramionach. Jego atuty, dopełnione platynowymi, suchymi włosami, według których mógł podbić każde serce, a przynajmniej wzbudzić jakieś uczucie, bez względu czy pozytywne, czy też wręcz przeciwnie, pełne nienawiści i jadu.
Poznając Luhana, nie potrafił przyznać, że to on wpadł w czyjeś sidła. Nie był do tego zdolny, zbyt zadufany w sobie i w swojej charyzmie, której tak naprawdę nie posiadał. Zazdrość wypełniająca płuca, ujawniająca się z każdym oddechem i cichym pomrukiem, ustąpiła miejsca sercu pełnemu fascynacji do uroczo uśmiechającego się chłopaka, odczuwanej pod drżącymi palcami, gładzącymi skórę klatki piersiowej. Czy była to miłość? Raczej nie można posunąć się do tak odważnego stwierdzenia, zważając na ostro zakończony sopel, wbity w pulsujący mięsień między obojczykami Sehuna. Było to po prostu...ciepłe uczucie. Sentyment.

Droga do mieszkania Luhana, składała się z dźwięcznej ciszy i skradzionych spojrzeń, na splecione między nimi, chłodne palce, mimo dźwięków dochodzących z radia kierowcy taksówki i cichych przekleństw, którymi syczał na każdym czerwonym świetle.
- Wpadniesz? - Luhan spytał w końcu, widząc za zaparowaną oddechem szybą, zbliżający się do nich budynek mieszkalny.
Sehun pokręcił tylko głową w niemej odpowiedzi, ściskając odrobinę mocniej dłoń Luhana, który uśmiechnął się smutno i podniósł ich dłonie do swoich ust, składając na nich motyli pocałunek.
- Jesteś pewien? - chłopak upewnił się, zdradzając swoją nadzieję w drżącym głosie.
- Przyjdę po ciebie jutro - Sehun odpowiedział cicho, odwracając szybko głowę w drugą stronę, by nie patrzeć na zawód, raniący delikatne rysy twarzy Luhana. Wyglądał tak jakby wiedział. Jakby znał wszystkie sekrety Sehuna, którymi on sam nie chciał...nie potrafił się podzielić, a które tak bardzo pragnął przyjąć również na siebie by ulżyć osobie, której oddał swoje serce w przeciągu kilku chwil.
- Może wybierzemy się gdzieś jutro razem? Kończę wcześniej. - Chłopak zaproponował, chociaż nie miał ani krzty pewności siebie w swoich słowach.
- Zobaczymy jutro. - Sehun mruknął lakonicznie, uwalniając palce z uścisku Luhana.
Wydawało się, że nie tylko papierosy niszczyły go od środka.
To właśnie miłość była o wiele bardziej gubiąca.

undressed

3 komentarze:
undressed
kaisoo, (prawie)smut, prequel do 'palcem po ciele pisane'
ostrzeżenie: wiek bohaterów jest zmieniony na potrzeby opowiadania (Jongin jest starszy); Miał być szczegółowo opisany smut, a powstało to ...


       
         Jongin lubił utwierdzać się w przekonaniu, że wszystko co robi, zapisane zostało ręką samego Boga, który bawił się sznurkami jego losu, niczym znudzony dzieciak w piaskownicy.Czasem zastanawiał się czy miarą życia były możliwości, które posiadał lub jakie odrzucił, czy też wszystko zostało z góry zaplanowane, jak spotkanie nowej osoby, która w przeciągu kilku godzin miała się stać jego całym światem.
Zorientował się, że ktoś do niego mówi dopiero gdy poczuł ciepło oddechu na swoim policzku.
Do Kyungsoo, nie był pierwszą osobą, która pokonując granicę własnej nieśmiałości, próbowała poznać Jongina poprzez delikatny dotyk ramienia i muśnięcie płatka wrażliwego ucha, spierzchniętymi od płytkiego oddechu wargami, pod pretekstem komfortu rozmowy. W istocie, hałas wokół nich zdawał się być w apogeum swojej świetności, podczas gdy oni zdążyli otoczyć się bańką własnego świata, pogrążeni w rozmowie między sławnym autorem , a jego wiernym fanem.
- Uwielbiam pana prace - Kyungsoo powiedział z entuzjazmem, przechylając odważnie szklankę z mocnym trunkiem. Palący przełyk dodawał mu otuchy, a spojrzenie, które czuł na sobie od początku ich rozmowy, sprawiało, iż miał ochotę by ta noc nigdy nie dobiegła końca - Nie wiem jak pan ...
- Nie jestem przyzwyczajony do tak oficjalnego tonu. - Jongin przerwał młodszemu z grzecznym uśmiechem, mimo bezczelnych myśli, które kłębiły się w jego głowie - Proszę, mów mi Kai.
Subtelne gesty, delikatny dotyk i pełne głodu spojrzenia, zamieniły poważną konwersację w obietnice i sugestie, podteksty i ledwo dosłyszalne szepty.
Jongin mapował palcem bladą skórę nadgarstka Kyungsoo, z fascynacją obserwując jak błękitne żyły przebijają się przez biel, kusząc cicho by musnąć je zwilżonymi językiem ustami.
- Jedźmy do mnie - Kyungsoo zaproponował w końcu, ciągnąc Jongina za sobą, przez mrok alejki na tyłach klubu, z którego z trudem się wydostali.
- Nie wiem czy wytrzymam - Jongin zaprotestował słabo, przyległszy całą powierzchnią ciała do zdyszanego chłopaka, przyszpilając go do obskurnej ściany budynku. Zaskoczenie w wielkich, błyszczących oczach tylko wzbudziło jego podniecenie, którego nie próbował ukryć wpijając się w usta Kyungsoo, w agresywnym pocałunku.
Westchnięcia i błagania o więcej mieszały się z ciszą mroku, omamiając ich zmysły, jakby nie potrafili już normalnie funkcjonować bez kradzionego sobie wzajemnie powietrza. To nagłe uczucie, nie do końca wyjaśniona namiętność, działała na nich destrukcyjnie, bo nie zdarzyło się, by ktokolwiek normalny próbował pokonać niemożliwą do przebicia barierę złączonych ciał.
Gdy oderwali się od siebie, Jongin oświadczył - Nie mam problemu z erekcją gdy jestem pijany.
- Czy wszyscy pisarze są tacy...bezwstydni? - Kyungsoo spytał, z wysiłkiem łapiąc oddech.
- Tylko ci porąbani - Jongin odparł, uśmiechając się łobuzersko - I najebani w sztos - dodał po krótkim namyśle, po czym pociągnął chłopaka w stronę postoju taksówek.


▲▼

Alkohol buzował w jego żyłach, przyspieszając tętno i zamazując wizję, na piękne ciało wygięte w osobliwym łuku. Dotykiem starał się zapamiętać wszystko co czuję, jakby bał się, że za moment o wszystkim zapomni, że wszystko wyda się iluzją albo snem, z którego nie chcę się wybudzić.
- Kai, błagam - Kyungsoo przerwał wypełnioną ciężkimi oddechami ciszę, wbijając krótkie paznokcie w plecy Jongina, by ponaglić go, przekazać jakimś sposobem, że pragnie czegoś więcej niż delikatne pocałunki - Proszę - jęknął cicho, próbując unieść biodra ku górze w poszukiwaniu jakiegokolwiek oporu, tarcia lub ciepła drugiego człowieka, tylko po to by spotkać się z z silną dłonią Jongina na swoim podbrzuszu, przyciskającą jego ciało do pościeli.
Mężczyzna nie odezwał się słowem, kontynuując swoją okrutną torturę poprzez nawilżanie językiem szyi Kyungsoo. Przesuwając się w stronę obojczyka, zostawiał za sobą ślad w postaci blado różowych znamion, które miały być zapisem ich nocnego życia.
Cała gwałtowność, którą popisywał się jakiś czas temu, wyparowała nagle, znikając tak samo szybko jak się pojawiła.
- Kai - Kyungsoo jęknął ponownie, tym razem głośniej, już zniecierpliwiony i rozdrażniony przez pieszczoty, o których marzył by przeobraziły się w coś konkretnego, jednocześnie błagając w duchu by nigdy nie zaznały końca. - Ty pieprzony draniu - syknął przez zęby, czując na swoim ramieniu uśmiech mężczyzny, który przyciskał swoje usta do skóry chłopaka - Przysięgam, że jak tylko to się skończy, to...
- To nie będziesz w stanie ruszyć się z tego łóżka, bo tak cię wyrucham, że stracisz czucie we wszystkich kończynach - Jongin dokończył za niego, patrząc z satysfakcją jak twarz Kyungsoo blednie, a irytacja ustępuje panice, ale też podnieceniu, o którym  zdradzały go jego zamglone oczy - A teraz - Jongin zaczął, prostując się, tak by siedząc między rozchylonymi udami młodszego mógł patrzeć na niego z góry - Pozwól, że się tobą zajmę moim sposobem - powiedział, płynnie przeobrażając prośbę w rozkaz. Zdjął z siebie białą koszulę, odsłaniając opalony tors, na którego widok Kyungsoo zaschło w gardle, po czym wyrzucił ją gdzieś za siebie, pozwalając by gładki materiał obrysował się w tysiące zagięć i miękkich rys. - I nie przerywaj mi - dodał stanowczo, zniżając głos do cichego pomruku. Przez głowę Kyungsoo przemknęła myśl, że ma do czynienia z niebezpieczną panterą, a nie człowiekiem, w którego delikatnych dziełach się rozpływał.
Gdzieś pomiędzy wgłębieniem między wystającymi obojczykami, a żebrami szybko unoszącej się klatki piersiowej, Jongin usłyszał parę cichych protestów, które zignorował, znacząc zębami i językiem każdy napotkany przez siebie skrawek skóry. Słodka woń ciała Kyungsoo, drażniła jego nozdrza, nie pozwalając się skupić ani przyspieszyć ruchów, które mogłyby go zbliżyć do tak upragnionej rozkoszy. Czas oczekiwania tylko podsycał jego euforię, sprawiając, że działał jak w amoku, gładząc niecierpliwymi dłońmi uda, boki i tors chłopaka, podczas gdy jego usta zbliżały się niebezpiecznie do odsłoniętego członka Kyungsoo.
Aluzyjny dotyk chudych palców był nie do zniesienia, burząc mury wyimaginowanej samokontroli.
Jongin pogładził wnętrze pulchnych ud, omijając jak na złość źródło podniecenia chłopaka. Rozkoszując się cichym pojękiwaniem i głębokimi westchnięciami, gdzieś znad swojej głowy, przejechał dłońmi po pachwinach i kościach biodrowych Kyungsoo, powtarzając ruch w powolnej manierze, jakby chciał w ten sposób rozgrzać już i tak gorące ciało chłopaka.
- Zaraz oszaleję - usłyszał nagle, czując jak palce Kyungsoo powoli wsuwają się pomiędzy miękkie kosmyki jego włosów.
I choć Jongin doskonale zrozumiał tę niewypowiedzianą prośbę, a raczej desperacki akt próby zbliżenia jego twarzy do sztywnej męskości chłopaka, nie przystał na niemą sugestię, prostując się na rękach, tak by móc zawisnąć nad dyszącym już Kyungsoo.
Jeszcze przez chwilę patrzył na zroszoną potem twarz młodszego, po czym usiadł na piętach, chwytając mocno chłopaka za biodra, by gwałtownym ruchem przewrócić go na brzuch.
Kyungsoo zaprotestował głośno, nie spodziewając się, że agresywność Jongina pojawi się z powrotem tak szybko, a on sam zostawi młodszego z ciężkim uczuciem zwisającym między nogami i siniakami w kształcie palców na talii.
- Nie lubię się powtarzać Kyungsoo - Jongin ostrzegł chłopaka, po raz pierwszy tej nocy wypowiadając jego imię, co wywołało u młodszego przyjemny dreszcz, który przebiegł wzdłuż jego kręgosłupa. Nie myślał o tym, że wraz z wyparowanym alkoholem, zniknie również pamięć o jednorazowym kochanku.
Pełne admiracji spojrzenie, starało się pochłonąć widok przed sobą, spacerując po pomalowanym poświatą księżyca ciele. Jongin pochylił się nad plecami Kyungsoo, składając delikatny pocałunek między łopatkami chłopaka i chwycił go ponownie na biodra, unosząc je do góry, by młodszy mógł oprzeć się na kolanach z twarzą wetkniętą w miękkie poduszki.
Mężczyzna wyprostował się, z zadowoleniem patrząc w jakiej pozycji znalazł się jego kochanek.
- Pospiesz się - Kyungsoo stęknął, zagłuszony przez pościel, w którą się wtulał.
            Ocknąwszy się dziwacznego omamienia, Jongin ponownie zawędrował dotykiem na wycieczce między wgłębieniami na ciele chłopaka, skupiając swoją uwagę na tyłach jego trzęsących się od wysiłku i podniecenia nóg oraz kształtnych pośladkach, na których zacisnął swoje palce.
            - Muszę...zapisać - mruknął do siebie, tonem zbyt cichym by ktokolwiek mógł go usłyszeć.

     Ich wieczór był zlepkiem zamazanych obrazów, parzącego dotyku i pieszczotliwych tortur, doprowadzających ich zmysły do szaleństwa. Pełne namiętności głosy odbijały się echem po ścianach małego pokoju, tworząc wokół nich atmosferę zamknięcia i niewyjaśnionej intymności. Obaj chcieli pochwalić się światu swoją nocną zdobyczą, jednocześnie ukrywając ją przed resztą ludzkości, wybrawszy na swojego świadka wiszący wysoko na czarnym niebie księżyc.
         Mocne pchnięcia bioder, stanowczy uścisk palców na miękkim ciele i jęki, doprowadziły Jongina do szczytowania szybciej niż sam się tego spodziewał. Miał wrażenie, że rozlewający się po jego ciele orgazm, rozprzestrzenił się w prędkością światła od czubka głowy, poprzez ramiona i wzdłuż nieco zdrętwiałych nóg, usztywniając jego zmęczone kończyny.
       Kyungsoo odwrócił się na plecy oddychając ciężko. Spojrzał na mężczyznę obok, który leżał z zamkniętymi oczami z jedną ręką zgiętą w łokciu, na której położył głowę.
Skrzywił się próbując podnieść się na łokciach by przykryć ich kołdrą.
          - Ała...- Kyungsoo stęknął cicho, próbując z całych sił zignorować okropny ból w jego lędźwiach i obitych pośladkach. - Ty potworze.
          - Obiecałem ci dekadencki seks - Jongin zaśmiał się cicho, przewracając się na bok, twarzą do swojego kochanka, by móc objąć go w pasie ramieniem - Nie narzekałeś chwilę temu.
       - Nie narzekałem bo nie sądziłem, że jesteś poważny mówiąc, że chcesz mnie staranować w moim własnym łóżku...
           - To czego się spodziewałeś?
           - Nie wiem - Kyungsoo wzruszył ramionami, przenosząc wzrok na sufit. Delikatne wzory, zaczęły kręcić się w kółko, hipnotyzując zmęczonego chłopaka do snu - Może mnie wygiętego w dziwacznej pozycji albo twoich zębów na moim penisie? Na pewno nie tego...
            Jongin uśmiechnął się delikatnie, przytulając twarz do ramienia Kyungsoo.
          Zanim zasnął, przesunął palcami po torsie swojego kochanka, jego żebrach i po jego miękkim brzuchu, pisząc.


n/a: smut bez smuta moi mili. Muszę przyznać, że moja wizja tak intymnych scen w opowiadaniach, ogranicza się do absolutnego minimum, zostawiając miejsce dla wyobraźni czytelnika. Dlatego jestem dumna chociaż z tych prawie pięciu stron...
Ten kawałek dodaję z okazji osiągnięcia okrągłej liczby obserwatorów na blogu z dedykacją dla miłośników kaisoo i dla wszystkich, którzy mnie ponaglali. Pewnie Was zawiodłam, bo oczekiwaliście nieziemskiego seksu...zboczeńcy : |



szablon wykonany przez TYLER